Jesteś tutaj: Home » Austria » Cud, miód i chrzan, czyli co w Górnej Austrii podobało nam się najbardziej

Cud, miód i chrzan, czyli co w Górnej Austrii podobało nam się najbardziej

Stało się. To był nasz ostatni dzień w Górnej Austrii. Na koniec wyjazdu chcieliśmy zostawić sobie jakiś mocny akcent. I wcale nie chodzi tu o podany do śniadania pikantny sos z miodu i chrzanu, nazywany przez nas czule (c)h(rz)oney.

Ruszyliśmy na rowery. W jednej z lokalnych wypożyczalni czekały na nas super nowoczesne maszyny, które nawet na kilku większych podjazdach chodziły jak… austriacki zegarek. Na dwóch kółkach pomknęliśmy wyznaczoną ścieżką rowerową dookoła malowniczego jeziora Hallstättersee. Trasa nie jest trudna, nie ma tłumów, są za to fantastyczne alpejskie widoki: strome wzgórza, wodospady i sporo zieleni. Samo Hallstatt podglądane z drugiego brzegu jeziora prezentuje się naprawdę bajkowo. Kolorowe domy przyklejone do zbocza wyglądają z tej perspektywy nierealnie, jak gdyby były makietą, a nie prawdziwym miastem.

TG_160718_Gorna_Austria_3042
Fot. Tomek Gola

Musieliśmy jeszcze jakoś wrócić do centrum. Tą samą drogą? To nie dla nas. Wypożyczyliśmy więc kajaki. W kajakowy świat wprowadził nas na oko sześćdziesięcioletni mężczyzna z zaplecioną brodą, kalifornijską opalenizną i muskulaturą ewidentnie wyrzeźbioną przez wiosłowanie. W promieniach słońca (w końcu nie musieliśmy narzekać na ich brak) rozglądaliśmy się to na okoliczne góry, to na urocze miasto, próbując zarejestrować w głowie ten krajobraz, by odtwarzać go później, gdy już wrócimy do swoich codziennych obowiązków.

TG_160718_Gorna_Austria_3195
Fot. Tomek Gola

Rekreacja zamieniła się jednak  w sport ekstremalny, gdy za plecami pojawiła się ściana deszczu – co gorsza zmierzająca w naszym kierunku. Zakończona sukcesem ucieczka przed ulewą okazała się gwoździem programu. Taka ta Austria piękna i spokojna, a jednocześnie nieprzewidywalna i ekscytująca.

TG_160718_Gorna_Austria_3352

Fot. Tomek Gola

Na parkingu czekały już na nas Hondy. (Warto dodać, że samochody zaparkowaliśmy przed wjazdem do miasta, ponieważ Hallstatt zamknięte jest dla ruchu samochodowego). Odpaliliśmy silniki i znów przez pola słoneczników pomknęliśmy do Polski. To był nasz „austrian time”. Nasz czas na oddech.

TG_160718_Gorna_Austria_3378
Fot. Tomek Gola

A teraz pora na podsumowania. O tym, co w Górnej Austrii robi największe wrażenie opowiadają uczestnicy wyjazdu.

 

7 rzeczy, które najbardziej spodobały nam się w Górnej Austrii

  1. Hallstatt – najpiękniejsze z alpejskich miasteczek AustriiTG_160717_Gorna_Austria_2809

Fot. Tomek Gola

Najbardziej urzekło mnie miasteczko Hallstatt  położone w Alpach Salzburskich nad jeziorem Hallstättersee. Podobał mi się średniowieczny urok tego miasta oraz linia brzegowa jeziora, praktycznie nienaruszona przez człowieka. Porośnięty przez lasy brzeg pnie się do góry, nie ma tu linii trakcyjnych, sama natura. Wszystko wygląda tak, jakby było wyjęte z baśni. Kiedy rano wyszedłem na taras i zobaczyłem, jak słońce odbija się od tafli tego jeziora, pomyślałem, że życie jest piękne.

Marcin Mossakowski, twórca bloga livealife.pl

  1. Ars Electronica

TG_160714_Gorna_Austria_9892

Fot. Tomek Gola

W Górnej Austrii polecam wszystkim wizytę w Ars Electronica Center. Miałem okazję obejrzeć tu fantastyczny pokaz w 3D w rozdzielczości 8K. A z aktywności na zewnątrz, wskazałbym rowery wokół Hallstatt. Infrastruktura  została świetnie przygotowana dla ludzi, którzy lubią aktywne spędzanie czasu w połączeniu z niesamowitymi pejzażami,. Są tu przecież góry, spadające do jeziora pionowe ściany i bajecznym Hallstatt, który to wszystko spina.

Andrzej Budnik, bloger LosWiaheros.pl, podróżnik, pilot drona

  1. Po trzecie sztuka

TG_160714_Gorna_Austria_0370

Fot. Tomek Gola

Zaimponował mi poziom sztuki w Linz. Jest to sztuka przełomowa, nowoczesna, nie trzymająca się żadnych granic. Zdziwiło mnie, że te przymiotniki odnoszą się też do sztuki – w pewnym sensie – sakralnej. Kościół odgrywa tu dużą rolę w promowaniu sztuki – nawet tej kontrowersyjnej, balansującej na granicy herezji.  By się o tym przekonać, trzeba zobaczyć drewnianą instalację na dachach budynków. Zaaranżowanie kościoła jako atrakcji turystycznej (proboszcz zezwolił na wybicie dziury w dzwonnicy, by kościół stał się częścią drewnianego szlaku). To pozwala zbliżyć się ludziom myślącym nowocześnie. Jako fotografowi podobała mi się również ciągle zmienna konfiguracja chmur.

Tomek Gola, fotograf facebook.com/tomekgola.photo

  1. Sentymenty, krasnoludki i kicz

TG_160714_Gorna_Austria_0207

Fot. Tomek Gola

Totalnym zaskoczeniem była dla mnie baśniowa grota Linzer Grottenbahn w Linz. Po pierwsze ze względu na malownicze położenie – znajduje się na szczycie góry, dojeżdża się tutaj kolejką, która sama w sobie jest już atrakcją. Choć nie jest to muzeum nowoczesne (a może właśnie dlatego) można tu poczuć sentyment. Zachwyciło mnie miniaturowe miasto, w którym na chwilę znów stajemy się dzieckiem.

Monika Sierpińska, project manager National Geographic

  1. Natura i krajobrazy

_MG_2508

Fot. Paulina Wierzgacz

Warto tu przyjechać  dla zachwycającej przyrody. Ta w Górnej Austrii jest fantastyczna z punktu widzenia fotografa: słońce wędrujące po zboczach gór, chmury przemieszczające się z sekundy na sekundę. Dzięki temu co chwilę można ujrzeć nowy krajobraz, nowy kadr.  Z tej przyrody można również korzystać na wiele sposobów – jazda na rowerze, kajaki, wędrówki. Wartością jest rozmaitość możliwości.

Paulina Wierzgacz, autorka bloga Obrazki blondynki

  1. Linz – miasto zapatrzone w przyszłość

TG_160713_GornaAustria_9609

Fot. Tomek Gola

Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie Linz. Niegdyś miasto robotników, dziś niesamowicie rozwinięte, przede wszystkim kulturalnie. Wystawy, koncerty, nowatorskie projekty artystyczne – Linz oferuje naprawdę wiele! Ogromne wrażenie zrobiła na mnie „anielska instalacja”, projekt artystyczny poprowadzony nad dachami miast. Nie mniejszą atrakcją było Ars Electronica czy muzeum stali. Linz to jednak nie tylko muzea, świetnie odnajdą się tu wielbiciele klimatycznych uliczek i dobrych kawiarni, czy cieszących podniebienie restauracji. To trochę taki mały Wiedeń, odważnie patrzący w przyszłość. 

Natalia Fraś, autorka bloga Zapiski ze świata 

  1. Na linie z widokiem na świat

TG_160716_Gorna_Austria_2035

Fot. Tomek Gola

Najlepiej z wyjazdu zapamiętam wizytę w parku linowym w okolicy jeziora Attersee. Przyjemnie było zawisnąć kilkanaście metrów nad ziemią i z tej perspektywy podziwiać jezioro i okoliczne góry. Fantastyczny widok i jednocześnie świetna zabawa. To miejsce, te okoliczności przyrody, wydają się idealne dla osób, które wolą spędzać czas aktywnie. Po takim wysiłku knedle smakują jeszcze lepiej.

Hanna Gadomska, redaktor serwisu national-geographic.pl